W ciągu tego roku udało mi się zobaczyć dwa magiczne dla Polski miasta – Wilno i Lwów. Zawsze z zazdrością i podejrzliwością patrzyłem na niemieckich turystów odwiedzających Szczecin czy Wrocław. A czy oni na pewno przyjeżdżają tylko sentymentalnie? Czy na pewno uznają granice na Odrze i Nysie Łużyckiej? Teraz sam wczułem się w rolę „rewizjonistycznego turysty”. Wizyta nad Pełtwią czy Wilią to dla Polaka taka wyprawa do dawnego domu pełnego osobistych pamiątek, wspomnień, znaków historii. Wyprawa do domu w którym mieszka jednak inny właściciel i które te wszystkie arcyważne pamiątki ustawił już po swojemu. Zrobił przemeblowanie pomieszczeń i coś co wydawało się nam, że może stać tu i tylko tu i służyć tylko do tego okazuje się, że może mieć całkowicie inne przeznaczenie. Szczególnie widać to we Lwowie, w którym oprowadzająca nas ukraińsko – polska przewodniczka tak opowiadała o historii miasta, że okres Polski tego miasta stał się niewiele znaczącym okresem, a wszystkie wielkie Polskie nazwiska związane ze Lwowem to byli przede wszystkim Lwowianie a w domyśle Ukraińcy (Rusini). No tak, ale Polacy też tak czynią, i w Szczecinie czy Wrocławiu miejscowych wybitnych Niemców przedstawiają jako Szczecinian czy Wrocławian, więc działalność przewodniczki ze Lwowa nie powinno absolutnie dziwić.

 

Niniejszy post niech będzie rozwinięciem notatki o polskiej duszy: http://www.grudqowy.salon24.pl/71558,index.html wzbogaconej tym co widziałem i przemyśliwałem spacerując po Lwowie. Oczywiście przy muzycznym akompaniamencie tych dwóch fantastycznych kawałków http://pl.youtube.com/watch?v=lHBiAhiddJ8 i http://pl.youtube.com/watch?v=PdavfQaFgJI&feature=related (zwrócę uwagą na ten drugi kawałek – powstawał tuż po czasie Wielkiego Kryzysu, i czyż nie miał za zadanie tchnąć w ludzi optymizm, że nie tylko kasa jest najważniejsza?)

 

Pierwsze myśli ze Lwowa. Czy my Niemcom tak zniszczyliśmy Wrocław jak Ukraińcy zniszczyli Lwów? Kiedy się porówna rynki we Lwowie i Wrocławia odpowiedź wydaje się, że jednak Ukraińcy bardziej to miasto zdemolowali. Z drugiej strony wystarczy z Wrocławskiego rynku pójść w stronę Odry i natknąć się na Bierutowsko – Gomułkowskie bloczki i zrozumiałym jest płacz przedwojennych Breslauerów.. Argument na obronę Polski znalazłbym jednak w tym, że ruch uliczny we Wrocławiu jest europejski, gdzie ruch na ulicach Lwowa i stan Lwowskich nawierzchni przypomina Meksyk. I jeszcze jeden argument: Policja Polska we Wrocławiu zajmuje się tym co normalna europejska Policja, gdy jej Ukraiński odpowiednik we Lwowie szuka przedewszystkim szans na łapówkę. Pod tym względem Wilno prezentuje się zdecydowanie lepiej. Jest miastem czystym, zadbanym, rozwijającym się, o europejskich drogach i zwyczajach. I jakoś tak łatwiej przechodzi myśl, że to miasto było Polskie, a teraz jest już Litewskie, bo Litwini okazali się nie najgorszymi gospodarzami. We Lwowie człowieka może trafiać, kiedy widzi co Ukraińcy, a wcześniej władza radziecka tam wyprawiała.

 

Drugie myśli nazwijmy je: Polska Piastowska czy Polska Jagiellońska. Zazdroszczę strasznie mojemu ulubionemu Catowi Mackiewiczowi, tego, że w czasach przedwojennych jak i powojennych mógł toczyć historyczne debaty o to jak powinna wyglądać Polska, gdy dziś jest tylko jedna wizja Polski – wizja europejska. Swoje boje, głównie z Pawłem Jasienicą – reprezentantem Polski Piastowskiej komentował tak: „Polska to Wilno, Lwów, Kijów, Mińsk, Kamieniec… a Poznań? Warszawa? To miasta na pograniczu Polsko – Niemieckim”.  Coś w tym jest. Pozwolę sobie odesłać do mojej wcześniejszej notatki o duszy Polskiej: http://www.grudqowy.salon24.pl/71558,index.html Dla mnie Polska, jej największa chwała to właśnie Jagiellonowie. II Wojna Światowa i jej skutki w postaci granic Jałtańskich zmusiły nas do trzymania się koncepcji piastowskiej. Tylko jeżeli to już ma być Polska Piastowska to niech to będzie Polska Chrobrego, Łokietka albo Kazimierza Wielkiego a nie Polska Mieszka II, Władysława Hermana czy Polska hołdu w Bożykowej. Polska schylona przed wszystkim co w Świętym Cesarstwie Rzymskim obmyślą.